Lubicie czytać posty, o tym jak Sycylia zmieniła moje życie. Postanowiłam w każdy piątek o godzinie 20:00 wrzucać Wam wpis. To będą krótkie, osobiste wpisy, powrót do moich poczatków na tej wyspie.

Wrócmy zatem do roku 2013, to wtedy odwiedziłam Sycylię po raz pierwszy. Historię o tym możecie znaleźć tutaj https://eatlovetravel.pl/jak-znalazlam-sie-na-sycylii/

Następnie przyleciałam tutaj na dwa miesiące wakacji, abyśmy z Aldo mieli możliwość lepszego poznania się. Pamiętam słowa mojej mamy ‚ wiele już miałaś głupich pomysłów w życiu, ale ten to jest najgłupszy’. Prawda jest taka, że faktycznie było to trochę ryzykowne z mojej strony, pojechanie do tak naprawdę obcego faceta, w obcym kraju na 2 miesiące. Cóż miłość bywa szalona 🙂 a ja jestem wariatką, więc nikt nie byłby w stanie mnie przekonać, abym tego nie robiła. Poleciałam, wprowadziłam się do Aldo i już po pierwszym dniu nasze charaktery szalały. Odkryłam, że Aldo jest pedantem. Tak. Pe-dan-tem, już spisałam ten związek na straty, bo gdzie ja wiecznie rozrzucająca wszystko dookoła, gubiąca rzeczy mogę żyć z pedantem. No nie, to się nie mogło udać, a jednak. Dni mijały mi dość spokojnie, w ciągu dnia spacerowałam po mieście, plażowałam, poznawałam okolice, ludzi, język. Aldo często zabierał mnie w piękne miejsca, dzięki czemu poznawałam Trapani i okolice w najlepszy możliwy sposób, bo lokalnie. Brak języka był ogromną barierą, ponieważ Sycylijczycy mówią dość mało po angielsku, tak naprawdę swobodnie mogłam mówić tylko z Aldo. 2 miesiące tylko z jedną osobą z która w cztery oczy możesz porozmawiać to jest wyzwanie- serio! Poznawaliśmy się, każdego dnia coraz więcej o sobie wiedzieliśmy, było cudnie choć z tyłu głowy miałam pytanie ‚Co ja będę tutaj robiła, kiedy się przeprowadzę?’ No właśnie, bo o ile Sycylia rozkochiwała mnie w sobie coraz bardziej ( i Aldo też haha) to wiedziałam, że nie ma tutaj zbyt dużych możliwości jeśli chodzi o pracę. Każdy kto mnie zna wie, że jestem osobą, która zawsze sobie znajdzie zajęcie, nie siadam w kąt i nie narzekam, tylko myślę i działam. Przyjaciel Aldo, który ma swoją lokalną knajpkę zaproponował mi pracę, kiedy się już przeprowadzę do Trapani. Hmm pomyślałam no spoko, tylko jak ja mam pracować z ludzmi nie znając języka włoskiego? A nie, przepraszam znałam ciao, buongiorno, vino 🙂 Postanowiłam się tym nie przejmować, bo przecież miałam jeszcze wakacje, pracą zajmę się, jeśli się tutaj przeprowadzę. Zbliżał się wrzesień, coraz mniej dni razem, na słońcu, na poznawaniu wyspy.Nostalgia, co będzie dalej, jak my to wszystko zorganizujemy, aby być razem. Kurcze muszę wrócić do Warszawy i uporządkować tyle spraw. Damy radę.

Do zobaczenia w 2014 roku. Przeprowadzka na Sycylię 🙂

Udostępnij: