Sri Lanka była moim marzeniem od dawna, ale jakoś zawsze była nam nie po drodze. Na szczęście w styczniu 2020 udało się, kupiliśmy bilety Qatar Airways za trochę ponad 2000 zł i mogliśmy planować naszą podróż.

Łza Indii bo tak mówią o Sri Lance jest tak różnorodna, że ciężko się zdecydować co zobaczyć w niecałe 3 tygodnie. My podzieliliśmy nasz wyjazd na dwa etapy, pierwszy zwiedzanie, drugi błogie obijanie się na wybrzeżu. W tym wpisie przedstawię Wam trochę jak wyglądają plaże i wybrzeże południowo zachodnie Sri Lanki.

Uwierzcie mi, ciężko nam było się zdecydować na bazę noclegową, chcieliśmy mieć dom z basenem w lesie tropikalnym, zdala od ludzi, zdala od świata. Taki spokój, cisza, szalejące po drzewach palmowych małpki i inne dzikie zwierzaki było naszym lankijskim marzeniem i udało się!

Pamiętam ten moment, kiedy nasz kierowca błądził bo nie mógł znaleźć naszej willi haha, wtedy wyczerpani pierwszym tygodniem zwiedzania byliśmy trochę zdenerwowani, ale kiedy otworzyły się drzwi do naszej chatki pośrodku niczego…ach no to była pełnia szczęścia 🙂

Horizon hill top villa bo tak nazywała się nasza miejscówka na kolejne 8 dni była spełnieniem marzeń. Piękne surowe wnętrza, łóżka z baldachimami, duży ogród, hamaki i nasz prywatny basen wśród bujnej tropikalnej roślinności. Mogłabym tak mieszkać 🙂

Dom może pomieścić do 6 osób, posiada 3 sypialnie oraz 3 łazienki, wspólny salon, dwa tarasy i jak wspomniałam prywatny basen. Obsługa codziennie przychodziła sprzątać nam ogród i basen, chłopcy byli bardzo pomocni i super sympatyczni.

No, ale nie myślcie sobie, że tylko leżeliśmy i pachnieliśmy, co to to nie. Za dużo pięknych plaż mieliśmy wokół więc zabieram was na rajskie plaże Sri Lanki, każda inna, każda piękna.

Unawatuna

Najbardziej znana z plaż, długa, szeroka i jak dla mnie zbyt skomercjalizowana, no ale musieliśmy ją zaliczyć. Fajny klimat panował tam wieczorami, kiedy wszystkie restauracje rozkładały się na plaży, a szum oceanu i niebo pełne gwiazd sprawiały, że miejsce to nabierało magii.

Dalawella 

To zdecydowanie moja ulubiona plaża, która znajdowała się ok 700 m od naszej willi. Piekny złoty piasek, palmy opadające do oceanu. To tutaj znajduje się palmowa huśtawka, wiadomo musiałam ją zaliczyć haha, fajnie było pohuśtać się na linie przyczepionej do palmy, choć powiem szczerze nie było to zbyt wygodne rozwiązanie.

Mirissa

Piękne miejsce! Biały piasek, który jest dość rzadko spotykany na Sri Lance, wzburzony ocean dzięki czemu to ulubione miejsce wśród surferów. Mirissa zachwyciła mnie swoją różnorodnością, z jednej strony wspaniałe restauracje, z drugiej strony mały stragan z najlepszą sałatką z awodkado jaką jadłam w życiu! Każdy tutaj znajdzie coś dla siebie. To właśnie w Mirissa znajduje się punkt Palm Tree Hill czyli wgórze z ogromną ilością palm. Widoki są przepiękne, miejsce rozsławione przez instagram, dlatego trzeba swoje odczekać w kolejce aby zrobić wymarzone zdjęcie.

Hikkaduwa

To miejsce trochę mnie rozczarowało, malutka i wązka plaża, deptak niczym w Miedzyzdrojach, na samej plaży było bardzo mało miejsca aby się rozłożyć. No ale musicie tutaj zajrzeć bo to właśnie tutaj można spotkać gigantyczne żółwie morskie, które pływają tuż przy brzegu. Cudne stworzenia, kompletnie niegroźne, powiedziałabym nawet, że uwielbiają ludzi. Pamiętajcie aby ich nie dotykać i nigdy, przenigdy nie karmić!!!

Powiem Wam szczerze, Sri Lanka zachwyciła mnie wieloma rzeczami, najbardziej ujęli mnie ludzie, ich podejście do ludzi, uśmiech i życzliwość. Natura tak mnie zaskoczyła, że nie wiem czy gdzieś widziałam więcej zieleni i dzikości. Jedzenie oooo jedzenie, a wiecie, że jestem niepoprawnym obżarciuchem, no Sri Lanka ma serio pyszne jedzenie, owoce morza no i oczywiście rice and curry w tylu odsłonach, że ciężko się połapać.

Sri Lanko, wrócę do Ciebie. OBIECUJĘ!

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie w komentarzach.

Udostępnij: