Zanzibar to raj, dla ciała, dla duszy, każdy znajdzie tam coś dla siebie. Ja pokochałam to miejsce już w pierwszych chwilach po opuszczeniu lotniska. Byłam tak szczęśliwa, że w tych cieżkich dla nas wszystkich czasach udało nam się przylecieć na tą bajeczną wyspę, że zaraz po wylądowaniu łzy same cisnęły mi się do oczu. To była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć, aby choć na chwilę poczuć wolność. Zanzibar ma w sobie coś magicznego, coś czego nigdy wcześniej w żadnym kraju nie poczułam. Ludzie na Zanzibarze są uśmiechnięci, cieszą się każdym dniem, mam wrażenie, że pomimo ciężkiej sytuacji życiowej potrafią czerpać z życia pełnymi garściami- ja uczę się tego każdego dnia. Takiej życzliwości, wszechogarniającej dobroci i bezinteresowności nie zaznałam nigdzie indziej, zdaję sobie oczywiście sprawę, że jestem kolejną białą turystką i być może nikt z tych osób mnie nie zapamięta, ale ja z całą pewnością będę nosiła tych ludzi w swoim sercu i w przepięknych wspomnieniach.

Noclegi

Jak w każdej podróży noclegów szukam na stronie booking.com lub airbnb.pl, często też piszę do wybranych przeze mnie miejsc prywatnie bo zdarza się, że dostaję wtedy lepszą cenę.

1 noc w Stone Town – TEMBO B&B APARTMENTS – 154 zł za pokój dwuosobowy z balkonem i prywatną łazienką oraz śniadaniem w formie bufetu. Bardzo przyjemne miejsce, przy samej plaży, z basenem, restauracją, oferujący pokoje oraz apartamenty. Idealne miejsce na jedną noc, choć gdybym wybierała się kolejny raz do Stone Town to z pewnością zostałabym tam na trzy noce.

6 nocy w Kiwengwa – LA BASE B&B – 1240 zł za pokój dwuosobowy z tarasem i prywatną łazienką oraz śniadaniem ala carte. Świetne, kameralne miejsce, składające się z 7 pokoi, otoczone wspaniałym dziedzińcem z bujną roślinnością. Do plaży mieliśmy zaledwie 2 minutki pieszo, co było idealnym rozwiązaniem bo wszędzie mieliśmy blisko a jednocześnie mogliśmy posiedzieć na swoim tarasie i wsłuchiwać się w odgłosy natury. Właściciele tego miejsca mają również beach bar w którym codziennie rano serwowane jest śniadanie z widokiem na Ocean.

10 nocy w Jambiani – NYUMBANI RESIDENCE – 2230 zł za willę o powierzchni 70 m2, salon z kuchnią, sypialnia, łazienka, przestronny taras oraz dostęp do basenu. Wspaniałe miejsce, czułam się tam absolutnie jak w domu, cały obiekt składa się z sześciu willi, które są otoczone tropikaną roślinnością. Można poczuć sie tam jak w środku lasu tropikalnego, spokój, cisza i totalny relaks. Do plaży mieliśmy 200 m, sklepiki lokalne, restauracje itd znajdowały się w odległości ok 300 m, a jeśli zapragnęliśmy udać się do 'większego świata' tj Paje to mogliśmy dojechać tam w 3 minuty płacąc 3000 szylingów – 4,80 zł.

STONE TOWN

Zaraz po przylocie udaliśmy się do naszego hotelu w stolicy Zanzibaru, obsługa powitała nas bardzo miło, zaprowadzili nas do pokoju w którym spędziliśmy dosłownie 15 minut, szybki prysznic i udaliśmy się na eksplorowanie miasta. Po paru chwilach spaceru pożałowałam, że zostajemy tutaj tylko jedną noc, no cóż jest powód aby wrócić 🙂 Przechadzaliśmy się malutkimi uliczkami miasta, zaglądając do lokalnych sklepów z rękodziełem, przyprawami, zatrzymywaliśmy się na stoiskach z owocami. Kokos w rękę i spacer wzdłuż wybrzeża, piasek pod stopami to było to o czym wtedy marzyłam i choć początkowo plany były inne bo chcieliśmy odwiedzić Prison Island gdzie można zobaczyć żółwie lądowe sprowadzone tam z Seszeli, no ale miasto totalnie nas pochłonęło. Wieczorem warto wybrać się na nocny market Forodhani Gardens i spróbować lokalnych przysmaków. Ja polecam spróbować koniecznie zupę urojo oraz shawarmę. Jeśli chcecie wypić drinka w romantycznym miejscu na plaży to polecam Wam Livingstone Beach, które znajdowało się tuż obok naszego hotelu.

Zupa Urojo – 3000 szylingów – 4,80 zł

Shawarma z kurczakiem – 3500 szylingów – 5,60 zł

Drinki od 8000 szylingów – 12,80 zł

 

KIWENGWA 

Do Kiwengwa udaliśmy się około południa, kontaktując sie wcześniej z taksówkarzem który odebrał nas z hotelu w Stone Town i zawiózł do naszego kameralnego hoteliku w Kiwengwa, cała podróż trwała nieco ponad godzinę. Jak juz Wam wspominałam nasze nowe miejsce noclegowe było świetne, dlatego z całego serca mogę Wam je polecić. Kiwengwa beach zachwyciła mnie rodzinną atmosferą, uśmiech ludzi krzyczących do nas jambo, haribo – cześć, witajcie to było coś czego nigdy nie zapomnę! Pamiętam dokładnie ten moment kiedy poszliśmy pierwszy raz nad Ocean w czasie odpływu i łzy poleciały mi po policzkach, byłam wzruszona, że stałam tak i patrzyłam przez kolejne parę minut. W tamtym momencie nic innego nie było mi potrzebne do szczęścia!

Czas w Kiwengwa spędzalismy na leniwym spacerowaniu po plaży, rozmowami z lokalną społecznością, jedzeniu dużej ilości owoców oraz po prostu łapaniu pełnymi garściami uśmiechów ludzi. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że ja do szczęścia nie potrzebuję wiele.

Trzeciego dnia naszego pobytu całkiem przypadkiem poznaliśmy wspaniałych ludzi z Polski z którymi już po minucie rozmowy złapaliśmy cudowny kontakt i tak spędzaliśmy razem dni na relaksie, a wieczory na długich rozmowach przy drinku na plaży. Będąc w Kiwengwa koniecznie musicie odwiedzić miejsce w którym stołują się chyba wszyscy lokalni ludzi w tym masajowie, fantastyczne miejsce, do którego chodziliśmy codziennie na obiad i kolację, a Nayoo- chłopak który pracuje tam razem z dwiema siostrami zrobił specjalnie dla mnie sałatkę z awokado, którą później zajadało się pół plaży 🙂 Ciężko mi opisać Wam to miejsce bo oczywiście nie posiada ono nazwy, ale kogokolwiek nie zapytacie o 'Pamela Restaurant' to wszyscy będą wiedzieli gdzie to jest. Lokal znajduje się na tyłach beach baru naszego właściciela La Base. Zjecie tutaj tylko lokalne dania.

Mishkaki czyli kawałki wołowiny w przyprawach zanzibarskich, nadziewanych na wykałaczkę i grillowane – 1000 szylingów – 1,60 zł

Sambusa – pierożki z mięsem i warzywami, najlepsze jakie jadłam! 500 szylingów – 0,80 zł

Awokado salad z mojego przepisu 🙂 2500 szylingów – 4 zł

Oczywiście jest też ryż, frytki, kurczak smażony na głębokim oleju oraz coś w stylu polenty z fasolą- pycha!

Najlepiej udać się tam w okolicach godziny 12:30 i 19:00 kiedy lokalna społeczność zaczyna się tam zbierać, wtedy możecie podejrzeć co jedzą i poprosić o to samo!

Aaaa zapomniałabym! koniecznie spróbujcie świeży sok z mango, marakuji oraz ananasa!

JAMBIANI 

Wiele czytałam na temat tej plaży, że to jedno z najpiękniejszych miejsc jeśli chodzi o dzikość i naturalność, no i faktycznie coś w tym jest, kiedy pierwszy raz poszliśmy na plaże, spacerowaliśmy jakąś godzinę i nie spotkaliśmy dosłownie nikogo oprócz paru beach boyów oraz masajów. Jeśli chcecie relaks, ciszę, spokój to Jambiani będzie dla Was idealnym miejscem. Oczywiście są tam również duże hotele, ale jakoś nie wiedziałam tłumów. Będąc w Jambiani oczywiście udajcie się do pobliskiej wioski Paje- świetne miejsce jeśli chcecie poczuć klimat surferów, muzyka na plaży i ogólnie trochę więcej życia. My chętnie wracaliśmy do Paje, zarówno w ciągu dnia jak i wieczorami.

Mogę Wam polecić świetne trzy miejsca z lokalnym jedzeniem i super klimatem.

Mr. Danke Schon – budka tuż obok ronda, serwująca hamburgery oraz najlepszą pizzę zanzibarską zarówno na słodko jak i na słono- rozkosz w ustach 🙂

Bausinga Restaurant – miejsce oblegane przez turystów i choć przeważnie takie miejsca omijamy to tutaj coś nas urzekło i bardzo się cieszę, bo jedzenie było wspaniałe!! Warto zarezerwować sobie wcześniej stolik 🙂 Polecam zupę krem z krabów oraz ryż z wołowiną masala.

African BBQ – Świetna miejscówka otwarta przez 24h, można tutaj spotkać lokalną społeczność, masajów oraz turystów, jedzenie bardzo dobre, wieczorami wszyscy razem śpiewają i można poczuć się jak wśród przyjaciół! Uwielbiam takie miejsca. Jadłam pyszną sałatkę z tuńczykiem oraz ryż pilau- najlepszy jaki udało mi się zjeść na Zanzibarze.

Zanzibar Pizza od 5000 szyligów – 8 zł

Zanzibar burger – 3000 szyligów – 4,80 zł

Zupa krem z krabów – 10.000 szylingów – 16 zł

Ryż z wołowiną masala – 15.000 szylingów – 24 zł

Ryż pialu – 10.000 szylingów – 16 zł

Sałatka z tuńczykiem – 12.000 szylingów – 19 zł

WYCIECZKI

Wybraliśmy się również na parę wycieczek:

Z Kiwengwa udaliśmy się na wycieczkę na północ wyspy, odwiedziliśmy miejsce w którym opiekują się żółwiami wodnymi, a następnie mieliśmy czas na plażowanie i poznanie północnej części wyspy- Nungwi oraz Kendwa Beach, które uchodzą za najpiękniejsze miejsca do plażowania ponieważ nie ma tam odpływów, ale również za najbardziej komercyjne miejsca na całej wyspie. Faktycznie mogło się tam odnieść wrażenie, że jest się w trochę bardziej światowej części Zanzibaru.

Koszt całodniowej wycieczki z prywatnym kierowcą i wejściem do żółwi dla dwóch osób to 30.000 szylingów – 48 zł

Jeśli macie ochotę na wycieczkę aby zobaczyć koralowce, rozgwiazdy to w nieco ponad 20 minut z plaży w Kiwengwa możecie popłynąć na wycieczkę, jest to fajna alternatywa na leniwy dzień na plaży. My zapłaciliśmy 35.000 szylingów – 55 zł za dwie osoby, wycieczka trwała około 3h i byliśmy tylko we dwoje.

Blue Safari- odwiedziliśmy Sandbank- czyli kawałek plaży na środku Oceanu, powstaje ona kiedy jest duży odpływ, na miejscu organizatorzy poczęstowali nas lokalnymi owocami, mango, ananas, marakuja, kokos, banany- same zdrowe pyszności. Następnie zatrzymaliśmy się na pływanie i snorkeling, woda przybierała kolory turkusu, zieleni a rybki pływały dookoła nas. Nasz kapitan popłynął z nami na wyspę Kwale Island, gdzie mieliśmy zapewniony obiad składający się z owoców morza, były ośmiornice, langustyny, krewetki oraz tuńczyk, oczywiście z dodatkiem ryżu oraz frytek. Spacerowaliśmy po wyspie, zrobiliśmy małe zakupy w lokalnych sklepach, bo ceny były bardzo kuszące. Zatrzymaliśmy się również aby zobaczyć wspaniały baobab, który ma ponad 500 lat! Wróciliśmy do Jambiani ok godziny 17:00.

Koszt wycieczki z jedzeniem, odbiorem i odwozem do hotelu wyniósł naszą dwójkę 208.000 szylingów – 330 zł

Będąc w Jambiani gdzie odpływy sprawiają, że Ocean cofa się nawet o 2 km, ciężko jest popływać dlatego wybraliśmy się też na krótki rejs wzdłuż wybrzeża Jambiani. Malutka łódka w stylu zanzibarskim tzw Dhow boat tylko dla naszej dwójki, było magicznie. Zatrzymywaliśmy się gdzie chcieliśmy i na jak długo chcieliśmy, z załogą śpiewaliśmy lokalne piosenki, tańczyliśmy- to był zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni podczas całego naszego pobytu.

Spędziliśmy tak około 3 godziny – koszt 57.000 szylingów – 90 zł

Kuza Cave – Jaskinie powstałe ponad 250 tysięcy lat temu w wyniku erozji wapienia przez wodę morską, niesamowite miejsce, a woda w grotach jest krystalicznie czysta, można się w niej schłodzić w upalne dni. My udaliśmy się tam pieszo ponieważ odległość grot od naszego noclegu wynosiła niecały kilometr, koszt wejścia do jaskiń wynosi 20.000 szylingów – 31 zł od osoby dorosłej.

Wypożyczyliśmy też samochód PIERWSZY RAZ ZA GRANICĄ i to był bezapelacyjnie najgłupszy z możliwych pomysłów jakie mogliśmy mieć. Nie dość, że jeździ się tam po prostu źle to jeszcze jest lewostronny ruch, policja skorumpowana, nie no nie róbcie tego, serio 🙂

Inne plaże które odwiedziliśmy na jeden dzień to

Uroa beach- bardzo fajne miejsce, miałam poczucie, że jesteśmy tylko my na plaży i jedna zanzibarska rodzina 🙂 piasek biały, delikatny niczym mąka, woda w Oceanie była nieco brudna ale to zapewne dlatego, że był to kolejny wietrzy dzień z rzędu.

Pingwe beach- piękne miejsce, skradło moje serce i gdybym wybierała się jeszcze raz na Zanzibar to zdecydowanie zarezerwowałabym tutaj parę nocy. Nie potrafię tego opisać słowami, ale to miejsce było tak inne, posiadało jakąś taką piękną energię, gdzie nie popatrzyłam byłam zafascynowana.

Bwejuu- malutka plaża, na której możecie spotkać dzieciaki grające w piłkę, dzięki czemu można poczuć tam prawdziwy Zanzibar. My pierwszy raz byliśmy tam zaledwie parę godzin, tuż przed zachodem słońca, ale bardzo nam się spodobało, dlatego wróciliśmy tam jeszcze raz i sami zobaczcie, było warto.

Paje- zdecydowanie najbardziej 'imprezowa' miejscówka w której byliśmy, nie chodzi o to, że były jakieś mega głośne imprezy, ale można było poczuć klimat, długich spotkań przy tak zwanym kieliszku i dobrej szamce. W ciągu dnia raj dla kite surferów. Miło było odwiedzić to miejsce, choć może nie koniecznie na plażowanie, mało było tam dzikości. My najczęściej przyjeżdzaliśmy do Paje ok godziny 15:00 i zostawaliśmy do wieczora. Ocean podczas odpływu i bezwietrznej pogody przybiera tam niesamowite kolory.

Tutaj kupiliśmy przepiękny obraz, to miejsce znajduje się w Paje tuż obok supermarketu.

Podaję Wam namiary na ludzi dzięki którym mogliśmy odwiedzić te piękne miejsca i mieć wspaniałe wspomnienia.

Taxi – Isaac +255 772 794 837

Blue Safari – James +255 678 133 787

Jambiani coast – Muhamed +255 626 308 096

Jeśli nie straszne wam podróżowanie lokalnymi środkami komunikacji miejskiej to polecam Wam Dala Dala, przykładowe ceny

Jambiani- Paje 500 szylingów – 0.80 zł

Jambiani- Pingwe 1000 szylingów – 1,60 zł

Paje- Bwejuu 500 szylingów – 0.80 zł

Inne miejsca, które polecam Wam odwiedzić:

Spice Garden Restaurant & Hotel- malowniczo położone miejsce, na pomoście  gdzie możecie wypić świetne drinki, patrząc na Ocean. Można dojść plażą z Jambiani, my mieliśmy tam z naszej willi około 7 minut pieszo. Happy hour codziennie od 17:00-19:00.

The Rock Restaurant- chyba najbardziej znana restauracja na Zanzibarze, która dzięki swojemu położeniu na skale jest chętnie fotografowana i odwiedzana przez turystów. My nie zdecydowaliśmy się na jedzenie tam, ale będąc w Pingwe warto wybrać się na spacer i zobaczyć to niesamowite miejsce z bliska.

Baladin Restaurant & Hotel- to miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie, położone przy samej plaży w Pingwe, możecie rozłożyć się na wiszących leżakach, usiąść na krzesłach-huśtawkach przy stole z widokiem na plaże i Ocean. Ceny oczywiście były znacznie wyższe niż w innych miejscach, ale warto udać się tam choć na chwilę.

Podsumowując, jeśli zastanawiacie się czy warto wybrać się na Zanzibar to moja odpowiedź brzmi TAAAAK, lećcie i korzystajcie ze wszystkiego z czego ta piękna wyspa słynie. Poznawajcie ludzi, łapcie uśmiechy, radość życia jaką Ci ludzie rozsyłają na prawo i lewo. Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, nigdy!

Asanthe Sana! – Dziękuję bardzo!

P.s jeśli chcielibyście zarezerwować noclegi w których my byliśmy to napiszcie do tych miejsc prywatnie podając się na Marzenę i Aldo aby otrzymać najlepszą cenę 🙂

Jeśli wybieracie się na Zanzibar i odwiedzicie jakieś miejsce z mojego polecenia- dajcie znać a najlepiej oznaczcie mnie na swoim instagramie będzie mi super miło obserwować wasze podróże moimi śladami!

http://www.instagram.com/eatlovetravel.pl

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzu.

Tutaj znajdziesz mój poprzedni wpis o Zanzibarze:

https://eatlovetravel.pl/zanzibar-co-warto-wiedziec/

 

 

 

 

Udostępnij: